Tak, ale nie u nas
Alternatywa dla Niemiec oskarża uchodźców o nadużywanie niemieckiej gościnności
Michaił Glinnik dostaje 460 euro miesięcznie i wreszcie może kupić w supermarkecie, co tylko chce. To luksus, o którym ten emeryt spod Berdiańska w swojej ojczyźnie mógł tylko pomarzyć.
– Nigdy wcześniej nie miałem w ręce tylu pieniędzy – mówi tak, jakby wciąż w to nie wierzył.
Rozmawiamy w jednym z punktów pomocy dla Ukraińców na zachodzie Hanoweru.
– Rosjanie chodzili od domu do domu i bili kolbami tych, których przesłuchiwali – wspomina 45 dni okupacji wsi, w której mieszkał.
Widząc, jak na jego ziemi panoszy się russkij mir, podjął decyzję o ucieczce. Przez Krym i Rosję dotarł do Polski. Gdy w polskiej firmie budowlanej, w której dorabiał, nie było już dla niego pracy, ruszył dalej, do Niemiec.
Teraz mieszka w Sehnde pod Hanowerem, w hotelu przerobionym na ośrodek dla uchodźców. Wspomniane 460 euro miesięcznie to wsparcie od państwa niemieckiego. Rząd Scholza podjął decyzję, że Ukraińcy będą dostawać taki sam zasiłek dla bezrobotnych jak niemieccy obywatele. To znacznie więcej niż – w przeliczeniu – 65 euro, które Glinnik otrzymywał w ojczyźnie w ramach emerytury. Nic dziwnego, że za Odrą czuje się niemal bogaczem.
– Nigdy nie miałem tylu pieniędzy naraz – podkreśla jeszcze raz.
W Polsce niemal wszyscy uciekający przed wojną szybko podjęli pracę. W Niemczech po roku na rynku pracy odnalazło się ledwie kilkanaście procent Ukraińców. Różnica wynika z systemu. Niemieckie urzędy podsuwały przybyszom formularze, dzięki którym mogli oni uzyskać świadczenie socjalne. Uchodźcy słyszeli, że
Fragment książki Łukasza Grajewskiego Alternatywa dla Niemiec czy zagrożenie dla świata? Kulisy marszu AfD po władzę, Szczeliny, Kraków 2026
Post Tak, ale nie u nas pojawił się poraz pierwszy w Przegląd.
