Joanna Wołosz: Nadszedł czas na wyznanie prawdy
– My zawodniczki na pewno skoczymy za sobą w ogień. Jesteśmy razem. Każda z nas chce odreagować tę sytuację, dobrze grając w klubach. I to jest najlepsza odpowiedź na frustracje, które przeżywałyśmy w dwóch ostatnich miesiącach. Zobaczymy, jaki trener będzie miał na to wszystko pomysł – mówi rozgrywająca reprezentacji Polski w obszernym wywiadzie dla Przeglądu Sportowego.
Jakie zarzuty stawiacie trenerowi Jackowi Nawrockiemu? Tak nisko ocenianie jego pracę, że chcecie zmiany selekcjonera?
Joanna Wołosz: – Nie chcemy podważać warsztatu trenera. Odnosił przecież sukcesy w pracy klubowej z mężczyznami czy juniorami. Naszym zdaniem pewne metody już jednak nie działają. Każda z nas miała styczność z wieloma dobrymi trenerami w klubach i dostrzegamy różnicę pomiędzy pracą w drużynach ligowych i tą wykonywaną podczas zgrupowania reprezentacji Polski. W naszej kadrze jest ogromny potencjał. Pokazały to mistrzostwa Europy, w których Magdalena Stysiak rozgrywała świetne mecze. Nie przypadkiem mówię akurat o Magdzie. Pojawiły się bowiem śmieszne wypowiedzi, że naszym zdaniem trener faworyzuje Stysiak i Marię Stenzel. To bzdura! Wróciłam z treningu, poczytałam teksty w internecie i jestem zszokowana. Przedstawia się nas jako buntowniczki i rozkapryszone gwiazdy. Tymczasem my z Malwiną zachowałyśmy się dojrzale, prosząc o spotkanie z prezesem. Nie chciałyśmy wynosić sprawy do mediów, nie zamierzałyśmy robić z tego sensacji. Chodziło o spokojną, merytoryczną dyskusję. Teraz jestem w szoku, bo w wypowiedziach prezesa kilka razy pojawiło się moje nazwisko. Przeczytałam nawet sugestię, że rzekomo miałam podać prezesowi nazwisko nowego trenera.
Nie podała pani?
– Nie i uważam, że takie sugestie mnie obrażają. Podczas spotkania odniosłam wrażenie, że prezes był w szoku po tym, czego się od nas dowiedział. W pewnym momencie spytał, kogo w takim razie byśmy widziały w roli trenera. Na szybko rzuciłyśmy kilka nazwisk. Nie wiemy, którzy szkoleniowcy są teraz wolni, a którzy nie. To nie my wybieramy selekcjonera, ale skoro prezes nas spytał, wymieniłyśmy nazwiska cenionych przez nas szkoleniowców.
Rozumiem, że Nawrockiego w tym gronie nie było. Nadal nie wiem jednak, czemu nie chcecie z nim pracować.
– Z tego zespołu można wyciągnąć dużo więcej, ale trener każdą zawodniczkę, może nie tłamsi, ale szybko podważa jej umiejętności. Słyszałyśmy to w każdym wywiadzie udzielanym przez trenera, który umniejszał nasze sukcesy i możliwości. Treningi mogły być dużo, dużo lepsze. Trener bagatelizował też nasz stan zdrowia. Wiem, że w sporcie trzeba się poświęcać, a gdy pojawiają się drobne dolegliwości, zagryza się zęby. Jednak pokazywanie niezadowolenia, gdy ktoś nie może trenować, naprawdę ma duży problem, jest nieludzkie. Dochodziło do tego manipulowanie zawodniczkami.
To znaczy?
– W rozmowach ze mną trener krytykował na przykład pozostałe dziewczyny, a gdy spotykał się z inną siatkarką, mówił źle na mój temat. W drużynie takie rzeczy szybko wychodzą i psują atmosferę. Jeżeli szybko się tego nie wyjaśni, nieporozumienia narastają.
To Nawrocki wydobył reprezentację z kryzysu, wykreował wiele nowych zawodniczek, wprowadził drużynę do Final Six Ligi Narodów i półfinału mistrzostw Europy. A może uderzyła wam do głów woda sodowa?
– Zapewniam, że to nie jest bunt rozkapryszonych gwiazd, które po raz pierwszy dotarły do półfinału mistrzostw Europy, tylko troska o reprezentację. Poszłyśmy do prezesa Kasprzyka i wyłożyłyśmy karty na stół, bo chcemy osiągać sukcesy. Tymczasem mam wrażenie, że kobieca kadra jest traktowana po macoszemu. Jakich trenerów ma męska reprezentacja? Z najwyższej światowej półki. A u nas? Po trenerze Andrzeju Niemczyku był Marco Bonitta, potem związek zraził się do obcokrajowców. Nie mówię, że koniecznie musimy mieć Włocha, ale zasługujemy chyba na dobrego szkoleniowca? Tymczasem po trenerze Świderku, z którym robiłyśmy postępy, było już tylko gorzej. Związek nie chciał postawić na żadną wielką firmę, a przecież trener Giovanni Guidetti zgłaszał chęć objęcia posady selekcjonera reprezentacji Polski. To wybitny fachowiec, uważany za najlepszego trenera na świecie w żeńskiej siatkówce.
Związek nie przyjął waszych argumentów i chce, żeby Nawrocki prowadził kadrę do 2022 roku. Jak wyobraża sobie pani teraz współpracę z niechcianym selekcjonerem? Przyjmie pani powołanie do kadry?
– Trudne pytanie, bo nie wiem, czy je dostanę, skoro styl pracy selekcjonera mi nie odpowiada. Już słyszałam, że razem z kilkoma innymi dziewczynami zostałyśmy okrzyknięte czarnymi owcami kadry. Nigdy w życiu nie miałam problemu z żadnym trenerem, nie uważam się za konfliktową osobę, więc jest to dla mnie nowość. Zobaczę, czy powołanie przyjdzie.
A jeśli przyjdzie?
– Czekałam na telefon od trenera od września. W poprzednim roku to ja musiałam zadzwonić do Nawrockiego z pytaniem, czy mnie powoła. Czyli znowu wychodzi ten brak komunikacji. Obowiązuje mnie umowa, więc jeśli otrzymam powołanie, zapewne będę musiała się stawić.
Co teraz będzie z reprezentacją Polski? Jest pani gotowa do rozmów z trenerem, jakiegoś kompromisu? Da się to naprawić, załatać?
– Wcześniej był odpowiedni czas na naprawienie relacji z trenerem. Szkoda, że nie chciał od razu na gorąco z nami wszystkimi porozmawiać. Może takie wyrzucenie wzajemnych pretensji, by pomogło. Po naszym spotkaniu z prezesem Kasprzykiem trener wiedział przecież o naszych zarzutach, ale nic z tego nie wyniknęło.
Cały wywiad Kamila Drąga z Joanną Wołosz w Przeglądzie Sportowym
Note: There is a poll embedded within this post, please visit the site to participate in this post's poll.Artykuł Joanna Wołosz: Nadszedł czas na wyznanie prawdy opublikowany na Strefa Siatkówki - Mocny Serwis.
