Komentarz do wpisu: Jak żyć po Jürgenie ..., irek16lfc
"Sam Jürgen Klopp, wypytywany w Kijowie o główny atut drużyny, również zdawał się przedkładać relacje międzyludzkie nad kwestie techniczno-taktyczne"
Jeśli mam do wyboru dwie opcje, raczej wybiorę tego z gorszymi relacjami międzyludzkimi, ale który poprowadzi mnie do medali, niż takiego, który mnie przytula i nic z nim nie wygram, to jest sport.
Benitez uchodził za zimnego, ale wygrał edycję 2005, i to z jakim prześmiesznym składem, plus konkretny mistrzowski challange, ostatecznie przegrany z MU. A pieniędzy miał mniej niż Klopp i życie z ówczesnymi właścicielami trochę mniej przyjemne.
Conte był nielubiany w Chelsea, zaraz pewnie odejdzie. Z tytułem, zostawiając z tyłu napakowane pieniędzmi Manchestery z Guardiolą i Mourinho.
Klopp na razie, ani nie wygrał żadnego finału, ani nie zrobił żadnego mistrzowskiego challengu. Jak wspomniałem, nie da się go nie lubić, jest mega przyjacielski i pozwala piłkarzom grać, ale też ten styl kosztuje potworny wysiłek, nie tylko meczowy. Pamiętam jak Gerrard wspominał, że brał udział w treningu Kloppa i opowiadał, że nigdy w długiej karierze nie schodził z niego tak wykończony. Ten trening jest też wyniszczający dla niejednego organizmu, patrz Lallana i Reus.
Dopóki piłkarze w niego wierzą, dopóty będą zasuwać, ale jak nie będą wygrywać i zdobywać medali, te uśmiechy i przytulanki mogą nie wystarczyć.
Poza tym żyjemy w świecie bezwzględnym, gdzie liczy się wynik, tu i teraz, taką strategię przyjmują największe kluby świata. Klopp i Wenger to inna parafia, są lojalni wobec piłkarzy, dają kolejne szanse, czasem niestety dostaje się przez to w łeb, tak to niestety wygląda.
Z całego serca życzę Kloppowi i sobie, żeby z tym klubem coś wygrał, a nie został zapamiętany jako fajny koleś, który przytulał piłkarzy i grał widowiskowy futbol. LFC potrzebuje tytułów jak grzyby deszczu.
BTW. W ogóle mnie nie zdziwi, jak Loris Karius rozpocznie nowy sezon jako jedynka w bramce.
